ZBIORY BERLIŃSKIEJ GALERII NARODOWEJ GDZIEŚ w SZPROTAWIE?
Dodane przez borynam dnia Sierpień 24 2009 22:27:19
Maciej Boryna

Czy szprotawski trop w poszukiwaniu ukrytych podczas II wojny światowej niemieckich dzieł sztuki jest właściwy? W tym naszpikowanym zabytkami uroczym miasteczku historycznego Dolnego Śląska urządzono udokumentowane skrytki na dobra narodowe III Rzeszy. Niecały rok po zakończeniu działań wojennych, w 1946 roku, zlikwidowano skrytki w nawach bocznych szprotawskich kościołów, w których złożono zbiory Biblioteki i Archiwum Miejskiego z Wrocławia. Podobnież w pałacu von Stosch w przyszprotawskiej Borowinie. Raczej nikt nie sądzi, że nie odnaleziono wszystkich skrytek, a zawartość niektórych z nich nie trafiła w ręce państwa. Dowodem na to jest pewne odkrycie dokonane w Muzeum Ziemi Szprotawskiej.


Rynek w Szprotawie

Szprotawa (niem. Sprottau) zasadniczo niczym nie wyróżnia się spośród dawnych dolnośląskich miast. Zabytkowy rynek, piękny ratusz, gotyckie kościoły, średniowieczne mury oraz otaczające je parki. Z dawnych budowli zachowała się także Brama Żagańska, w której od 2004 roku mieści się siedziba lokalnego muzeum. W oczy od razu rzuca się zamurowany łuk wjazdowy i kamienne kule bombardujące, pochodzące najprawdopodobniej z oblężenia miasta przez wojska węgierskie pod koniec XV wieku. Jedną z takich kul można dotknąć wewnątrz muzeum. Wrażenie robi także XVI –wieczny kord bojowy, według specjalistów jedyny taki znany egzemplarz w Polsce.


Brama Żagańska, siedziba lokalnego muzeum

Po zwiedzeniu wszystkich sal trafia się do najdalej ukrytej ostatniej „stacji”, jest to pomieszczenie muzealnego archiwum. I to właśnie w nim wisi nieciekawa reprodukcja o tematyce religijnej, wkomponowana jednak w starą zdobioną złocistą ramę, która ma się nijak do reszty. Reprodukcja jest oprawiona w szare passe-partout, na które z reguły nie zwraca się uwagi przy podziwianiu dzieła. Tym trudniej jest wypatrzyć niemały odcisk tłoczonej pieczęci. Jej treść wprawia w pewien rodzaj osłupienia, a tropiciel tajemnic III Rzeszy dostaje rumieńców: KGL. NATIONAL GALERIE *BERLIN*, znaczy tyle co „królewska galeria narodowa w Berlinie”. Nie ma wątpliwości co do autentyczności passe-partout i widniejącej na nim pieczęci. Od razu nasuwa się pytanie, skąd coś takiego w małym lokalnym muzeum gdzieś na południu województwa lubuskiego? I tu zaczyna się dochodzenie, którego jeszcze nikt nie rozwikłał, ani nawet nie rozpoczął.


Jak wiele innych, tak i ten eksponat trafił do muzeum jako dar od mieszkańca, który po prostu nie wie, kiedy i jak jego przodkowie weszli w jego posiadanie. Nie wiadomo także, jakież to oryginalne znamienite dzieło skrywała niegdyś złocista rama. Ale wiadomo na pewno, że po 1945 roku galeria nie odzyskała wszystkich zbiorów. Jak pisze Claude Keisch w „Die Alte Nationalgalerie Berlin”, zbiory galerii zostały zdziesiątkowane wskutek bombardowań i przewożenia. Z oficjalnych informacji dowiadujemy się, że gdy rozpoczęła się wojna, całą galerię zniesiono do piwnic, potem zdeponowano w banku krajowym. Nasilenie bombardowań zmusiło odpowiedzialne służby do ukrycia dzieł w kopalniach soli na terenie środkowych Niemiec. W zależności od narodowości wojsk zajmujących skrytki depozytowe, zgromadzone w nich przedmioty wędrowały do Wiesbaden, Braunschweig, Berlina i w głąb Związku Radzieckiego. Wiele dzieł zostało zagrabionych przez żołnierzy i ludność cywilną. Dotychczas ustalono miejsca przechowywania jedynie 49 utraconych wtedy pozycji. Znajdują się one w innych muzeach oraz w rękach prywatnych kolekcjonerów w Niemczech, USA i Grecji. No i rama wraz passe-partout w Muzeum Ziemi Szprotawskiej.
Dla wielu wątpliwym wydaje się, żeby gdzieś w Szprotawie lub w okolicy zdeponowano część berlińskich zbiorów, ale nie niemożliwym. Stwierdzenie, że eksponat znalazł się w Szprotawie zupełnie przypadkowo, jak na razie też nie znajduje uzasadnienia. I jak to się ma do wspomnień pewnych starych szprotawian, którzy w latach 60-tych ubiegłego wieku buszując po podziemnych korytarzach potykali się o jakieś obrazy i mapy?
Przypomnijmy, że zachowała się oficjalna informacja mówiąca, iż w Szprotawie przebywał dolnośląski konserwator zabytków dr Grundmann, wśród polskich poszukiwaczy skarbów bardziej znany jako dyspozytor ukrywania dzieł sztuki w czasie II wojny światowej. Nie wszyscy wiedzą, że w m.in. Szprotawie ukryto także wrocławskie zbiory kartograficzne (!).

Autor: Maciej Boryna, 2009.
Tekst chroniony prawami autorskimi.
borynam@interia.pl

Zobacz także:
* Hitler nie zamiesz(k)ał w Szprotawie
* Czyj miecz wisi w muzeum?
* Zamek szprotawski
* Nieszczęśliwy zabytek w cudownym miejscu
* O czym opowiada Brama Żagańska w Szprotawie
* Niewyjaśniona zbrodnia w Szprotawie sprzed 60 lat
* Podkradanie historii
* Odpalił jak rakieta